poniedziałek, 1 października 2012

Winobranie w południowej Francji

Budzik dzwoni przed  szóstą rano. W duchu przeklinam wczorajszą degustację Secrets Des Dieux i po omacku szukam butelki z wodą. Powłóczę do łazienki, zakładam szorty, koszulkę. Dwadzieścia minut później ładuję się na pokład małej ciężarówki. Prowadzi Patrick. Lubi chyba wyścigi Formuły 1, bo szczelnie wypchaną robotnikami przyczepę rzuca z lewej na prawą.
Nie mam się czego trzymać i czuje jak wczorajsza kolacja i litry wina podchodzą mi do gardła, ale widzę niewzruszone twarze dookoła siebie więc staram się trzymać fason mimo, że jestem w tym momencie bezwładnym workiem ziemniaków. Zanim znajdę się na polu dostaję sekator i cztery plastikowe skrzynki. Należy je ustawić wzdłuż alejki z winoroślami, jedną należy zostawić na winogrona. Staram się obrać jak najwygodniejszą pozycję, choć wcale to nie jest łatwe. Po pierwszej godzinie od ciągłego schylania się, podnoszenia i przesuwania ciężkich skrzynek czuję, że zamiast kręgosłupa mam bolesną miazgę. 

Rozglądam się ukradkiem na pracujących obok mnie ludzi. Jest tam grupa młodych Francuzów. Ich ruchy są pewne, stanowcze, posługują się sekatorem jak mieczem samurajskim. Moja nieporadna praca przy ich szybkich ruchach stanowi dość przykry widok. Pracują w milczeniu, sprawnie napełniając winogronową zawartością kolejne skrzynki.
Chłopcy przypominają cinkciarzy ze stadionu dziesięciolecia. Mają w uszach złote i czarne koła, grzywki a’la grabki-lata 90-te, ortalionowe kolorowe dresy i czarne znoszone mokasyny.  Dziewczyny też w wielkich dresach i bluzach, w związanych na supeł włosach i nieco skromniejszej biżuterii. Pod ponurą i znudzoną miną kryją się prawdziwe piękności. Przebierają grona w dłoniach i usuwają wszystkie zepsute części. Razem tworzą wybuchową mieszankę, są jak tykająca bomba zegarowa.
Wyglądają jak piraci, co chwilę skręcają tytoń brudnymi palcami. Dziewczyny ze skrętem w ustach noszą ciężkie skrzynki i nawet nie zadrga im powieka. Widać, że winobranie mają we krwi.  Wyglądamy przy nich jak przebierańcy w naszych słomianych kapeluszach, które miały nam nadać wygląd tradycyjnych zbieraczy winogron. Nasze firmowe T-shirty z logo Chateau Castigno mają intensywnie czerwony kolor, nie są sprane, co zdradza, że to nasze pierwsze winobranie.
  
Vite, vite- słyszę za plecami. To Benoit który jest zawodowym winiarzem. Soyez plus prudente! Krzyczy, żeby uważniej przebierać grona. Ilość zepsutych składników może znacząco popsuć jakość wina. Obecnie w większości winnic do zbioru winogron używa się maszyn. Tutaj jest inaczej, to nasze przebieranie to pierwsza selekcja. Częściowo dlatego, że alejki są zbyt wąskie aby mogły pomieścić traktory i przyczepy. Drugim argumentem jest ekologia.
Przez pierwsze dwie godziny na polu dominuje nieznośny chłód. Dookoła wszyscy w długich dresowych spodniach, a ja w szortach. Później stopniowe pozbywanie się kolejnych warstw odzieży, aż do momentu temperatura dojdzie do 30 stopni. Wtedy już nie ma się czego pozbywać i trzeba cierpliwie znosić upał.
Winobranie to romantyczne zajęcie i robi się to w parach. Najpierw chwytamy grono, a później mocnym i stanowczym cięciem sekatora odcinamy je od winorośli. Trzeba przy tym uważać na palce i mimo monotonności zajęcia pozostać uważnym i skoncentrowanym, bo pracuje się równolegle. Warto uważać, żeby przez przypadek nie uciąć sąsiadowi opuszek, albo samemu nie stracić palca. Nikt przecież nie chce krwawych żniw.  Obcięte grono trzeba później dokładnie zbadać czy nie ma chorych części albo pleśni. Liście szybko odrzucamy, chore części obcinamy sekatorem. Powoli posuwamy się do przodu i cyklicznie okrążamy kolejne alejki.
Skrzynki z winogronami powoli się zapełniają, dłonie stają się coraz bardziej lepkie, sekator przykleja się do rąk. Każdy jak drapieżnik wypatruje winogron między liśćmi winorośli po to żeby je ściąć, zbadać i wrzucić do skrzynki.

Spoglądam na horyzont.  Dookoła mnie: Pireneje, winnice, gaje oliwne i migdałowe. Wieje orzeźwiający wiatr. Mam czas na ciekawe rozmowy, na swoje myśli, na zdjęcia i pisanie. Mogę zapomnieć o zasięgu, czy Internecie. Przez kolejne dwa tygodnie uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

Zbieracze na przyczepie
Efektywny pomysł na fajrant. Polecam
Charles w pełni skoncentrowany
Kamilowi buzia się nie zamyka. Pewnego razu zamienił słoneczny Poznań na  Buenos Aires. Gość mówi biegle po: angielsku,hiszpańsku,portugalsku, francusku, włosku,rosyjsku,ukraińsku i oczywiście polsku. Świątynia ciekawych tematów.
Najsilniejsza kobieta świata. Zmuszała mnie do mówienia po francusku. Na co dzień pracuje z koniem, chłopakiem i ojcem. Jest w świetnej kondycji psychicznej. Szacun
Kiedy kończą się plastikowe skrzynki przybywa nowych pomysłów
A ten pan jest ponoć belgijską gwiazdą filmową. Bardzo się ucieszył,że nie miałam pojęcia kim jest i dużo razem przegadaliśmy. Prowadzi jakiś program o gotowaniu. Okazało się, że jest przyjacielem i sąsiadem Sergio Hermana:)))))
Fanny z Claude (ojciec i córka)



A tak wygląda druga selekcja. Zebrane winogrona trzeba oczyścić z liści, robaków i gałązek.
Uwielbiam pracować z jajcarzami. Dobry, lekko żenujący żart wpisuje się w etykę mojej pracy.

PS: Okazało się, że muszę tam jeszcze na moment wrócić. Mam wolne miejsce w walizce, więc mogę zabrać jednego Czytelnika albo Czytelniczkę. CV wraz z listem motywacyjnym proszę przesyłać na adres: smak@smaklick.com


7 komentarzy:

  1. Tekst jak zwykle błyskotliwy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laura, kłaniam się. Zabieram Cię do walizy:)

      Usuń
  2. Nawet nie wiesz jak mi dobrze było W Twoim poście... Chętnie wsiadłam do Twojej walizki... Kiedy zeszłej zimy oglądałam opuszczone winnice we Włoszech marzyłam aby pojechać tam kiedyś podczas zbiorów... Aby zobaczyć je w pełnej krasie. Trochę zobaczyłam u Ciebie, a zbiory... może kiedyś się zdarzą...
    Pozdrawiam Cie serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, czuj się jak u siebie w domu:)I przy kolejnym pakowaniu będę o Tobie pamiętać.

      Usuń
  3. Świetna relacja! Z ogromną przyjemnością wzięłabym udział w takim winobraniu. To musi być niezwykle ekscytujące i jednocześnie bardzo odpowiedzialne zajęcie. W końcu, jak sama napisałaś, od jakości zebranych winogron zależy później smak wina.
    Cudowne przeżycie!

    Serdeczności,
    E.

    OdpowiedzUsuń
  4. Edith, dziękuje. Zajęcie przede wszystkim relaksujące. Na pewno lepiej teraz rozumiem wino:)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  5. CV z listem motywacyjnym ;-*

    OdpowiedzUsuń