wtorek, 8 października 2013

O pracy w gastronomii vol.9

Na moim blogu promuję tezę, że praca w gastronomii jest świetną zaprawą pod przyszłe życie zawodowe. Wyrabia charakter, uczy punktualności, pracy w zespole, doskonali talenty interpersonalne i sprzedażowe. Ale jest i druga strona medalu. Pierwsza praca w gastronomii uczy niezdrowej rywalizacji, drobnych kłamstw, malwersacji finansowych, braku szacunku do innych ludzi.
 
Podczas jesiennej edycji konferencji dla blogerów kulinarnych, Food Blogger Fest, jedną z najciekawszych prelekcji wygłosił Maciej Nowak, krytyk kulinarny Gazety Wyborczej. Jako stały bywalec różnych gastronomicznych przybytków zwrócił uwagę na ciemne strony biznesu restauracyjnego. Zaznaczył problem etyki w gastronomii, a raczej  jej częsty brak.
Branża gastronomiczna w większości składa się z młodych ludzi, dla których często jest to pierwsza praca. Liczne nadużycia, małe oszustwa, nieetyczne zachowania stają się czymś naturalnym, koślawą normą, elementem wewnętrznego folkloru tej grupy zawodowej.- mówił.

Kiedy usłyszałam te słowa odezwały się we mnie dawne wspomnienia. W końcu o niedostatku etyki w kuluarach restauracyjnych przekonałam się na własnej skórze: wyzwiska za plecami, wiecznie ginące rzeczy osobiste, fatalne uczucie kiedy przypadkiem widzi się jak barman wlewa do koktajlu Kir Royal szampan. Tyle, że "rosyjski". 

O niezdrowej rywalizacji sporo nauczyłam się przez całe szkolne, licealne i studyjne życie biorąc udział w zawodach sportowych. Wiem co znaczy dostać łokieć między żebra podczas sztafety albo jakie to uczucie kiedy na 10 minut przed biegiem na 1500 m twoje buty rozpływają się w powietrzu.

Początki pracy w gastronomii nauczyły mnie lawirowania na granicy dwóch różnych światów. W ciągu dnia natchnionych konwersacji, retorycznych popisów i emocjonujących dyskusji w salach Uniwersytetu Jagiellońskiego, a po 18:00 życia plemiennego, restauracyjnego, gdzie savoir-vivre przestawał istnieć w momencie przekroczenia progu zaplecza kuchennego.  

Mijanie się z prawdą jest nieodłącznie związane z branżą gastronomiczną. W groteskowym teatrze aktorami są: restauratorzy, serwując gówniany produkt niedouczonemu gościowi, który naiwnie myśli, że zje dobrze i tanio! A pozornie wyszukane danie spożyje z doniczki, a nie z talerza. Obsługa, która fałszuje przepracowane godziny. W końcu goście, którzy po zjedzeniu całego posiłku nagle zgłaszają, że było niesmacznie i nie zapłacą rachunku.
Restauratorzy narzekają, że nie mogą znaleźć ludzi do pracy, a szefowie kuchni narzekają na wyzysk restauratorów. Koło się zamyka. Restauracje kończą swój żywot nie tylko przez wzgląd na brak gości. Często to konsekwencja wieloletniego kombinowania i braku życzliwości do drugiego człowieka.

Negatywną atmosferę w zespole restauracyjnym widać jak na dłoni, kiedy jest się gościem restauracji. Oprócz pięknego wystroju, smacznych dań, tworzenia historii wokół restauracji nie można zapomnieć o najważniejszym - kreowaniu dobrych emocji, które tak naprawdę przyciągają naszych gości. To o wiele trudniejsze niż doskonałe gotowanie.
Warto zadbać o dobrą atmosferę nie tylko we wnętrzach, ale też w restauracyjnych kuluarach. Biznes restauracyjny jest przede wszystkim biznesem rozrywkowym, a ludzie przychodzą do nas po przyjemność. Trzeba zrobić wszystko, żeby nie odebrać jej gościowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz